Ankieta

Czy ludzie Akcji Katolickiej powinni angażować się w wybory samorządowe?
 
Reklama
Droga Krzyżowa - zamyślenia o Janie Pawle II

Zamieszczamy do wykorzystania tekst rozważań Drogi Krzyżowej - zamyślenia nad Janem Pawłem II.

Droga Krzyżowa - Jan Paweł II
Krzyż - jedna z najokrutniejszych tortur, jaką zna ludzkość, by zadawać śmierć.
Krzyż Jezusa Chrystusa – ofiara odkupienia i zbawienia ludzkości.
Tajemnica Krzyża – rzeczywistość przenikająca życie człowieka, naznaczająca, stygmatyzująca je cierpieniem. Bo jedynie w odniesieniu do krzyża Chrystusa nabiera ono sensu i wartości. To, co po ludzku odbierane jest jako porażka w perspektywie krzyża okazuje się być zwycięstwem; to, co postrzegamy jako chwałę, sławę, splendor – jest przepojone cierpieniem, wyniszczającym, spalającym, pełnym goryczy i osamotnienia. Jedno i drugie okazuje swą prawdziwą wartość jedynie wówczas, gdy jest przyjmowane z pokorą, ofiarowywane z miłością i łączone z misterium Golgoty. Czy to w ogóle dla człowieka możliwe? Tak – z Bożą łaską i pomocą.

Stacja I: Skazanie na śmierć

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Ibis ad crucem, pójdziesz na krzyż… - Słowa Poncjusza Piłata nie pozostawiały złudzeń. Skazanego Mistrza z Nazaretu uratować mógł tylko cud, ale cud się nie zdarzył – przynajmniej nie w tej chwili. Zebrani na dziedzińcu pretorii mogli do woli wiwatować – tylko na czyją cześć? Dla Piłata były to hołdy drażniące – świadczyły o kolejnej porażce poniesionej w dyplomatycznej wojnie z kapłanami Świątyni Jerozolimskiej. Przyklaskiwali sobie? – przecież właśnie ściągnęli na swoje głowy krew Sprawiedliwego… Czcili uwolnionego Barabasza? – na znak szyderstwa z ludzkiej sprawiedliwości? Okrutna zapowiedź krwawego widowiska rozpaliła emocje, wyłączyła logiczne myślenie, wyzwoliła drzemiące w ludzkim tłumie siły zniszczenia.

Kiedy 16 października 1978 roku, z balkonu Bazyliki Św. Piotra Kardynał Pericle Felici ogłaszał wybór Jana Pawła II, wszyscy szczerze, z głębi serca cieszyli się, że Kościół Katolicki ma nowego, 264. Namiestnika Chrystusa. Nikt, może poza samym Wybranym, nie myślał, że oto także dla Karola Wojtyły zapadł ostateczny wyrok: od chwili, gdy przyjął wolę konklawe, jest absolutną własnością Kościoła i świata, żertwą ofiarną, którą wydano na stopniowe, powolne ukrzyżowanie przez teologów, polityków, dziennikarzy, pielgrzymów…; na biczowanie fleszami aparatów, obiektywami kamer…; na dotknięcia milionów dłoni i przenikający wzrok pątników, gości, wierzących, kochających, ale także tych obojętnych czy wrogich.

Radość Kościoła Powszechnego i świata – ale poprzedzała ją przecież komnata łez, w której symbolicznie żegnał dotychczasowe życie; zgadzał się na to, by zakładając białą sutannę stać się na kolejnych 27 lat ofiarą, składaną dzień po dniu, na bardzo wyjątkowym ołtarzu: papieskiego pontyfikatu.

Chryste niosący Krzyż – o siły potrzebne Ojcu Świętemu, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja II: Podjęcie Krzyża

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Żołnierze spieszyli się. Wiedzieli, że mają niewiele czasu. A Ten, z którym mieli do czynienia w ich oczach był skazańcem, nie zasługującym na szacunek, wyrozumiałość. Pewnie brutalnym gestem wrzucili Mu na poranione ramiona drzewo krzyża, szarpnęli…. Ale On wiedział, jak cenne jest dla nas to narzędzie Jego Męki, jakie owoce doczesne i wieczne przyniesie ludzkości. I dlatego wierzymy, że przyjął je z czułością, z pokorą, z miłością…., że w chropowatej, pełnej ostrych drzazg i zadziorów belce tulił do siebie każdego człowieka, każdego z nas – pełnego kolców grzechu, buntów, smutku, bólu, lęków. Uderzenie spadającego na ramiona krzyża było przenikliwe, przygniatające – ale Chrystus nie odrzucił go, nie wzdrygnął się, nie odsunął.

Podczas homilii inaugurującej pontyfikat słowa Jana Pawła II spowodowały drżenie wielu serc. „Nie bójcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie bójcie się! Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek. On jeden to wie!” A Jan Paweł II wiedział także, że oto podejmuje osobiste zobowiązanie, że całym sobą, każdym słowem, gestem, uśmiechem, łzą, modlitwą, cierpieniem będzie wskazywać światu, jak te drzwi otwierać. Wiedział, że jego zadaniem będzie ośmielać każdego człowieka, by na początek choć minimalnie uchylił wnętrze serca przed stojącym i kołaczącym Chrystusem. I odtąd ofiarą papieskiego czasu, zmęczenia i zdrowia, setkami tysięcy kilometrów pielgrzymich szlaków, milionami ludzi na spotkaniach i audiencjach, dziesiątkami tysięcy stron homilii, przemówień – mierzyła się przestrzeń nowej Ewangelizacji.

Chryste niosący Krzyż – o przyjęcie nauczania Magisterium Kościoła przez wszystkich ludzi dobrej woli, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja III: Pierwszy upadek

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Ojciec nie oszczędził Synowi niczego. Dotąd zwycięsko kończyły się dla Jezusa z Nazaretu spory z faryzeuszami, saduceuszami…. To oni odchodzili upokorzeni, narażeni na śmieszność. Ich dramatem było, że nie chcieli uznać, iż sami sobie są winni – kumulowali w sercach gniew, nienawiść, czekali okazji do „odpłaty”. Przyszła, gdy Jezus został skazany. Nie powstrzymało ich Jego cierpienie, cieszyła przegrana.
A Jemu towarzyszyła czająca się u progu serca ludzka gorycz porażki, śmiejący się z upadku tłum, paraliżujący lęk – czy dojdę do końca… Jezus zakosztował wszystkiego, co może nas spotkać w życiu, we wszystkim podzielił ludzki los. Syn Boży wiedział, że wola Ojca zostanie dopełniona, Jezus z Nazaretu musiał doświadczyć, że ludzki rachunek za głoszenie prawdy - bezkompromisowo, radykalnie - wcześniej czy później zostanie wystawiony i zrealizowany. W logice tego świata człowiek rzadko rezygnuje z okazji, by zrewanżować się za doznane upokorzenie, wykazany błąd, napiętnowane zło.

Kiedy w styczniu 1979 roku Jan Paweł II mówił o pielgrzymce do Meksyku – wszyscy odradzali. Ojcze Święty, przecież sytuacja polityczna tak niepewna; Wasza Świątobliwość, teologia wyzwolenia szaleje…. A on odpowiadał, że właśnie dlatego musi tam być; a doradcy powinni być po to, by problemy rozwiązywać, nie je mnożyć. Postanowił i pojechał. Tłumy rozentuzjazmowanych ludzi i obojętność władz, opór, sprzeciw. Odtąd to rozdarcie miało mu towarzyszyć zawsze i wszędzie. Miłość osoby a zarazem sprzeciw wobec głoszonych słów. Wdzięczność za obecność, za serdeczny gest, i polemika z wiernością prawdzie, z podejmowanymi decyzjami. Uznanie za realizowane i inicjowane dzieła a jednocześnie oskarżenia, wywołane jego sprzeciwem wobec tego, co świat chciał uznać i głosić jako dobre.

Chryste niosący Krzyż – dla kapłanów, teologów, nauczycieli o odwagę głoszenia Ewangelii bez kompromisów, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja IV: Spotkanie z Matką

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Maryja wiedziała, że Jezus nie jest bezpieczny. Dzieliła Jego radość, gdy słyszała jak naucza, uzdrawia, dokonuje cudów wędrując drogami Izraela. A jednocześnie w głębi serce nosiła ból i trwogę, które nigdy nie ucichły. Zrodzone podczas ucieczki do Egiptu, uderzyły wzmożoną falą, gdy 12 letni zagubił się w Jerozolimie; trwale zagościły w Jej życiu, gdy odszedł z rodzinnego domu, by dać światu dar Ewangelii. Znała zatwardziałość serc przeciwników Chrystusa i podświadomie oczekiwała chwili, gdy Syn zostanie poddany mocom tego świata. Wiedziała, że musi uderzyć miecz, który przebije i Jej serce.
Co powiedzieli sobie tym pochwyconym ponad głowami tłumu spojrzeniem? Czy spotkały się ich dłonie – Jezusowe po raz ostatni wolne, jeszcze ciepłe, żywe, choć już skrwawione, umęczone więzami, biczowaniem, dźwiganym krzyżem. Może całą matczyną miłość próbowała zamknąć w tym ostatnim muśnięciu, którym żegnała Syna. Niedostępna nam tajemnica, misterium pożegnania: Bożej Rodzicielki i Słowa Wcielonego, Matki i Dziecka.

W pamiętną środę 13 maja 1981 roku, na Placu Świętego Piotra „macierzyńska ręka kierowała torem pocisku”, pozwalając umierającemu Papieżowi zatrzymać się na progu śmierci… Nie było dla niego przypadkiem, że zamach wydarzył się w rocznicę pierwszych objawień fatimskich. Nie miał wątpliwości, że uratowała go Matka Boża. „Jedna ręka strzelała, ale inna prowadziła kulę” – mówił. Czy w jedno zlały się wówczas przed jego oczyma umiłowane rysy Emilii Kaczorowskiej – Wojtyłowej i Jasnogórskiej, Kalwaryjskiej, Fatimskiej, Guadelupeńskiej Madonny, z którymi od zawsze i na zawsze związał życie i pontyfikat? Jak modliła się przed Bożym tronem za umierającego Karola ziemska mama? Tajemnica, misterium związków serc: Matek i Synów.

Maryjo, towarzysząca Chrystusowi na Drodze Krzyżowej, uproś siłę matkom bezradnym wobec cierpienia i śmierci dzieci. Matko Bolesna: przyczyń się za nami.

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja V: Szymon Cyrenejczyk pomaga Jezusowi

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Został zmuszony do hańbiącej go posługi. Gdy w ten szabatowy wieczór Szymon wrócił do domu, nieczysty poprzez dotknięcie drzewa krzyża – co myślał? Czy dziękował Bogu za życie, które łatwo mógł stracić sprzeciwiając się rzymskim żołnierzom? A może przeklinał Skazańca, którego musiał wspomagać? Jak bardzo martwiło go złamanie szabatowych przepisów? A może jednak w jego duszy zagościł spokój – nie czuł się ani winnym, ani zasłużonym: przecież to, co było: pozornym złem jak i prawdziwym dobrem tamtej sytuacji działo się niejako poza jego wolą, decyzją.
To jakże specyficzne spotkanie zostało dane – Jezusowi, Szymonowi, nam. Bo Bóg potrzebuje pomocy człowieka, by dzieło zbawienia – dokonane, nie pozostało bezowocne; bo człowiek potrzebuje pomocy – gdy małe lub wielkie wydarzenia jego życia przekraczają jego możliwości; bo człowiek potrzebuje okazji, by świadczyć dobro innym - by jego życie przyniosło owoce o jakich mówił Jezus: cokolwiek uczyniliście jednemu… Mnieście uczynili. Pomagając innym – nawet nie myśląc o tym, robimy to także dla siebie, dla swojej wieczności.

Jak niewielu bliskich pozostało bezpośrednio przy Jezusie w Jego ostatniej drodze. Poddali się, uciekli pokonani przez strach, nie wytrwali. A my? Każdy z nas potrzebuje i ma swoich „Szymonów z Cyreny”, cichych, ukrytych, pokornych, bez których wypełnienie codziennych obowiązków może nawet stałoby pod znakiem zapytania. Może sami dla innych także jesteśmy takimi cichymi pomocnikami? Bo w oczach Boga liczy się nie ludzka wielkość dzieła tylko miłość, z jaką jest podejmowane.
Dlatego tak często, tak ciepło i tak życzliwie Jan Paweł II publicznie dziękował za współpracę i codzienny trud najbliższym pracownikom. Sekretarz Stanisław Dziwisz, ceremoniarz Piero Marini, fotograf Arturo Mari, rzecznik prasowy Joaquin Navarro-Valls, osobisty kamerdyner Angelo Gugel czy wreszcie krakowskie Siostry Sercanki – cenieni i kochani przez Ojca Świętego doświadczali jego serdecznej wdzięczności i wzajemnie odpłacali oddaniem, miłością, troską. Razem służyli, ze wszystkich sił, najlepiej jak potrafili – on: Kościołowi, tłumom; oni – jemu. Wszyscy wspólnie – Chrystusowi i Ewangelii.

Chryste niosący Krzyż – o wszelkie potrzebne dary natury i łaski dla podejmujących jakąkolwiek pomoc bliźnim, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja VI: Weronika ociera twarz Chrystusa

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Była młodą czy starszą niewiastą? Dlaczego przybiegła? Dlaczego oderwała się od przygotowań do świątecznej wieczerzy, nie zważając, że na ulicy narazi się na szturchańce tłumu, żołnierzy, strażników miejskich. Jej siłą była wrażliwość serca na cierpienie, współczucie tak potężne, że łamało wszelkie wewnętrzne i zewnętrzne bariery, tak naglące, że zmuszało do działania natychmiast, bez liczenia się z osobistymi kosztami.
Stała się znakiem sprzeciwu wobec bezsensownego wyroku, okrutnej kaźni, wołaniem o opamiętanie, o ludzkie potraktowanie Więźnia. Została zauważona, zapamiętana, nagrodzona po królewsku, choć jej intencja była o wiele prostsza: pochylić się nad cierpieniem, przynieść odrobinę ulgi.

Dwadzieścia wieków później krucha, drobna, pomarszczona, ciemnoskóra Albanka w skromnym białym sari podbijała świat dla Chrystusa. Trędowaci i umierający – byli jej umiłowanymi braćmi, którym przywracała poczucie godności, by mogli choć umrzeć po ludzku. Miliony nienarodzonych dzieci znalazły w jej osobie orędowniczkę prawa do życia, którego odmawiali im nawet rodzice. Katolicka zakonnica, która by uratować muzułmańskie sieroty szła do zakutych w stal żołnierzy i prosiła o ... zawieszenie walk na czas potrzebny do wypalenia świecy. Matka Teresa z Kalkuty…
Mówiła, że jest posłusznym „ołówkiem Pana Boga” a Jan Paweł II prosił, by była jego ambasadorem tam, gdzie on nie może dotrzeć. Po jej śmierci dowiedzieliśmy się, że przez kilkadziesiąt lat przeżywała ciemną noc duszy – w tym samym czasie dla świata i kościoła była jak świeca, której płomienia i żaru nic nie było w stanie zagasić. Weronika XX. wieku, której chustą była radość, prawda i miłość. Miłość działająca.

Chryste niosący Krzyż – o odwagę pójścia za głosem serca, wzywającym by dać świadectwo Ewangelii, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja VII: Drugi upadek

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

    Chwila nieuwagi, chwiejny krok na nierównej nawierzchni. Upadł - pod ciężarem krzyża, osłabiony. Usta pełne pyłu, oczy zasypane kurzem; pulsujące bólem skronie znajdują chwilę ulotnego wytchnienia, wsparte o kamienie jerozolimskiego bruku. Mógł liczyć już tylko na pomoc rzeczy martwych, nieczułych ze swej natury ulicznych kamieni. Zapowiadał: jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą (Łk 19,40). Jakże szybko spełniły się te słowa: skamieniały ludzkie serca, ogarnięte gniewem, zaślepione zemstą. A Syn Człowieczy nawet w godzinie Męki i Śmierci, nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł złożyć (por. Łk 9, 57). Zostały Mu tylko kamienie.

Jan Paweł II był człowiekiem niegasnącej, ufnej nadziei. Wierzył, że dobro wsparte łaską Bożą zawsze zwycięży w ludzkim sercu. I może najbardziej cierpiał, gdy widział brak dobrej woli, zamknięcie się, wybór zła dokonywany pomimo próśb i napomnień.
Jednym z pierwszych problemów pontyfikatu była rozwijająca się, nabierająca rozmachu od czasów Pawła VI „sprawa” biskupa Marcela Lefebvre`a. Właściwie schizma... Był bratem w biskupstwie, a jednak odrzucił jedność z Następcą Świętego Piotra; brał udział w pracach Soboru Watykańskiego II, a jednak kontestował jego uchwały, polemizował i wreszcie zanegował. Jan Paweł II czekał długie 10 lat, prosił, przekonywał, miał nadzieję. Wreszcie nie mógł dłużej – zmuszony aktem jawnego nieposłuszeństwa ogłosił ekskomunikę. Jak musiało cierpieć serce Ojca Kościoła...
Święta Teresa od Dzieciątka Jezus do śmierci modliła się za byłego Ojca Hiacynta Loyson, dominikanina, później prowincjała karmelitów. W jego intencji przyjęła ostatnią Komunię Świętą. Za tego, który odszedł od Kościoła, ożenił się, miał syna, założył "katolicki kościół gallikański". Jego imię zakazane zostało we wszystkich karmelach. Ale siostra Teresa, nazywała go swoim „bratem”.
Jak tęsknić musiał za „bratem utraconym” Jan Paweł II?

Chryste niosący Krzyż – o umiejętność zachowania delikatnej równowagi pomiędzy cierpliwością a zdecydowaniem, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja VIII: Płaczące niewiasty Jerozolimskie

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Wszystko ma swój czas – jest czas rodzenia i czas umierania, czas zabijania, rzucania kamieni, płaczu, milczenia…. To właśnie był ten czas. Czas spraw najważniejszych, ostatnich, mających najtrwalej zapisać się w pamięci.
Kiedy więc otoczyły Jezusa lamentującą gromadą, użalając się nad Jego cierpieniem musiał także o nie się zatroszczyć. Zawsze tak było – to On troszczył się o zrozumienie spraw najważniejszych. Uczniowie, apostołowie – nie zawsze potrafili wskazać to, co rzeczywiście istotne. Choć cierpiący i udręczony do granic ludzkiej wytrzymałości, musiał pokazać im, gdzie toczy się prawdziwy dramat: wbrew wszelkim pozorom to nie Jego sytuacja jest beznadziejna, ale ich. Nawet nie wiedzą, jak bardzo zagrożone są ich dusze, ich życie doczesne i wieczne…. Nie płaczcie nade mną, ale nad synami waszymi. … Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, co stanie się z suchym….(Łk 23, 28) Czy zrozumiały zawarte w tych słowach upomnienie?

Cieszyliśmy się jak dzieci – Ojciec Święty przyjedzie! Jan Paweł II znów nawiedzi Polskę…. Po raz pierwszy, drugi, trzeci…. Kolejne pielgrzymki do Ojczyzny, miasta na papieskim szlaku, spotkania, Msze Święte, homilie, wszechogarniająca radość. A on mówił, nauczał, radził, prosił, wskazywał, przestrzegał – i miał nadzieję, że umiłowani rodacy zrozumieją. Długo, cierpliwie powtarzał, zachęcał. Aż w czerwcu 1991 roku przyszedł czas, kiedy musiał nam pokazać, jak daleko odeszliśmy w życiu osobistym i społecznym od Ewangelii, jak płytkie jest nasze chrześcijaństwo, jak powierzchowne…. To była trudna mowa – Papież przekonywał Polaków, że Dekalog nie jest dany po to, by z niego szydzić. Padło niejedno mocne słowo, przejmujący gest. Ze łzami w oczach i łamiącym się głosem prosił nas o wierność przykazaniom. Dla naszego dobra. Czy zapamiętaliśmy? Czy podjęliśmy to wezwanie? Czy chociaż dokonaliśmy rachunku sumienia, aktu skruchy? To także był moment ostateczny – później widzieliśmy już coraz wyraźniej, jak zmarnowaliśmy i nadal marnujemy odzyskaną wolność. Czy perły papieskiego nauczania zostały rzucone w serca czy w… błoto?

Chryste niosący Krzyż – o odwagę napominania, nastawania w porę i nie w porę, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja IX: Trzeci upadek

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

„Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał.” (Iz 53, 2) Kilkanaście godzin w rękach oprawców zmieniło Go w strzęp człowieka. Jak bardzo musiał się bronić przed pokusą: przecież możesz to skończyć już, tu i teraz. Trzy lata wcześniej, na jałowej pustynnej Górze, choć głodny nie dał się skusić chlebem, ubogi nie uległ pokusie bogactwa, pokorny nie uległ mirażowi władzy. Może teraz – może wyczerpany i cierpiący ulegnie pokusie przywołania śmierci, zanim dopełni się miara dzieła zbawienia. Nie! Idź precz, szatanie, bo jedynie Ojciec Niebieski zna miarę, wyznacza kres, do Boga należy tak życie jak śmierć.

Radykalizm i stanowczość, choć zawsze podejmowane w miłości, z troską. Jakikolwiek kompromis wobec pokusy mówienia tego, czego od niego oczekiwano, był Karolowi Wojtyle obcy. Papież Jan Paweł II pozostał tak samo zdecydowanym orędownikiem prawdy. Za każdą cenę. Także tę płaconą najbardziej osobiście. Kiedy przypominał naukę objawioną o szatanie i zagrożeniu, jakim ta osobowa, czysta inteligencja jest dla człowieka – był publicznie wyśmiewany, także przez ludzi kościoła. Kiedy mówił „nie” święceniom kapłańskim kobiet – dotykały go obelgi i pomówienia o antyfeminizm. Kiedy tłumaczył potrzebę troski o właściwe i twórcze rozumienie, zachowanie celibatu – nie chciano go słuchać, posuwając się do osobistych ataków. Kiedy tłumaczył etykę małżeńską, bronił życia od poczęcia do naturalnej śmierci, gdy demaskował mechanizmy wikłające współczesny świat, kiedy stawiał wymagania w imię miłości, w imię godności osoby i jej powołania – wszędzie napotykał opór. Niezrozumienie – jakże częsty towarzysz papieskiej codzienności.
Czy nie musiał walczyć z pokusą: dość powiedziałem, mogę zamilknąć. Nie! Idź precz szatanie. Świat długo będzie pamiętać ból malujący się na twarzy Jana Pawła II, gdy w ostatnią Niedzielę wielkanocną jego życia z obolałego gardła nie udało się wydobyć głosu. Nawet wtedy, gdy był głosem wołającego na pustyni – mówił. Był sługą słowa: Słowa Wcielonego, słowa życia.

Chryste niosący Krzyż – o szacunek dla słowa, tego wypowiadanego i tego słyszanego, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja X: Obnażenie z szat

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Odarcie z szat – bezpośrednio poprzedzający ukrzyżowanie, przedostatni akt, którego mieli dokonać żołnierze. Chcieli upokorzyć Jezusa, zranić tym boleśniej, że znali szacunek żywiony przez religię Izraela dla ludzkiego ciała. Nie udało się tak jak zamierzali – obronił Go ich własny przepis, zezwalający na przepasanie bioder. Ciało tak zmasakrowane, jak ciało Chrystusa wołało już tylko o litość. Odsłaniając je, objawili brutalizm, z jakim potraktowano Więźnia w pretorium; zdradzili się ze swoją skłonnością do sadyzmu. Paradoksalnie – dali świadectwo Jego duchowej mocy, z jaką przyjął tak wyniszczającą torturę.

Grzechy Kościoła, grzechy chrześcijan – przez wieki zaprzeczane, wstydliwie skrywane, przemilczane, pokrętnie tłumaczone. A przecież były, i były liczne. Przed Jubileuszem 2000-lecia chrześcijaństwa miały zostać publicznie wyznane, by Kościół podjął dzieło pokuty. Wszyscy bali się tego aktu, namawiali Ojca Świętego do zaniechania go. A Jan Paweł II wiedział, że jest on konieczny. Historyczna i duchowa pamięć świata domagała się oczyszczenia, przebaczenia za przeszłe i obecne grzechy dzieci Kościoła. Ojciec Święty zawsze wierzył zapewnieniu Chrystusa: Poznacie prawdę a prawda Was wyzwoli – i wprowadził Kościół w Trzecie Tysiąclecie przez bramę pokory, bramę prawdy, bramę uznania ludzkiej kruchości, słabości, bramę nadziei czerpanej z miłosierdzia. Okaż [Panie] miłosierdzie swoim grzesznym synom.
Gdyby dziś tak, jak w Dzień Przebaczenia, poprowadził modlitwę – czy wyznam tak jak wówczas:
„winy popełnione w służbie prawdy”  - mea culpa
„naruszenie jedności Ciała Chrystusa”  - mea culpa
„grzechy przeciwko ludowi przymierza”  - mea culpa
„grzechy przeciwko godności kultur i religii” – mea culpa
„grzechy godzące w godność kobiety i jedność rodzaju ludzkiego” – mea culpa
„grzechy w dziedzinie podstawowych praw człowieka” – mea culpa.

Chryste niosący Krzyż – o odwagę uznawania własnej grzeszności i ufność w Boże miłosierdzie, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja XI: Ukrzyżowanie

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Kiedy Chrystus w synagodze niejednokrotnie modlił się słowami Psalmu 22: „Przebodli ręce i nogi moje, policzyć mogę wszystkie moje kości…” – czy pytał Ojca o tę chwilę? To tajemnica Trójcy Przenajświętszej. Dla Jezusa z Nazaretu, gdy stanął na Golgocie, ta chwila właśnie nadeszła. Prawda objawiona, że Syn Boży, Słowo Wcielone przyszedł na ziemię, dla zbawienia człowieka – oznacza właśnie tę rzeczywistość: fizyczny, psychiczny i duchowy ból podniesiony do granic ludzkiej wytrzymałości. Torturowane, udręczone ciało, umysł i dusza Jezusa błagają o ulgę, której nie otrzymają. Taka jest cena, to jest narzędzie, taka jest treść dzieła odkupienia. Takie jest też zaproszenie - „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół.” (Kol 1, 24)

Ojciec Święty Jan Paweł II znał smak tego zaproszenia Świętego Pawła Apostoła. Znał cierpienie spowodowane utratą kochanych, najbliższych osób. Doświadczył depersonalizującej człowieka siły hitlerowskiego czy komunistycznego systemu. Jako Papież miał tę ofiarę dopełnić o publicznie przeżywane cierpienie fizyczne.
Zamach, operacje, cytomegalowirus, guz jelita, złamana kość udowa, choroba Parkinsona, tracheotomia… - to tylko te największe problemy, znane całemu światu. Po Placu Świętego Piotra i Castel Gandolfo - Klinika Gemelli, Watykan numer trzy. A może właśnie numer jeden – bo taką moc miało jego cierpienie. Było jak nakaz, imperatyw skłaniający do zastanowienia; przemawiało dobitniej niż słowa; otwierało oczy i serca, które wydawały się zamknięte, nieczułe, zobojętniałe. Nawet chirurgiczny szew i opatrunkowy plaster na papieskim czole były narzędziem ewangelizacji świata – bo wszystkie problemy zdrowotne zostały przez niego przyjęte z wdzięcznością, jak skarby podane Bożą dłonią; bo zostały współ-ofiarowane z cierpiącymi braćmi i siostrami.

Chryste ukrzyżowany – o umiejętność przyjęcia i ofiarowania cierpienia, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja XII: Śmierć na krzyżu

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Chrystus, jak wąż miedziany zawieszony na drzewie krzyża pomiędzy niebem a ziemią.
Do końca szukał grzeszników, by im wskazać niebo otwarte i ramiona Ojca: oczekujące, gotowe przytulić, przywrócić godność umiłowanego dziecka. Łotr prosił: „Jezu, wspomnij na mnie – Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze Mną w raju...”
Do końca oddawał wszystko, co na ziemski czas otrzymał, niczego, nikogo nie zatrzymując dla siebie, nawet Matki: „Niewiasto, oto syn Twój....”
Do końca ufał Ojcu, wierzył i wiedział, że to co Go dotyka, ze względu na nas jest dla Niego najlepsze: „Boże mój czemuś mnie opuścił? Ojcze w Twoje ręce oddaję ducha Mego.... Wykonało się....”
Dotykamy misterium zbawioenia, opisujemy, choć wiemy tylko jedno: stało się, byśmy mogli cieszyć się doczesną i wieczną nadzieją, mogli czerpać ze źródła łaski, mogli wracać i mieli dokąd, do Kogo wracać.

Późnym wieczorem 25 marca 2005 roku kardynał Józef Ratzinger w Koloseum modlił się przy dwunastej stacji: „Panie Jezus Chryste, w godzinie twojej śmierci słońce się zaćmiło. Wciąż na nowo jesteś przybijany do krzyża. Właśnie w tej godzinie dziejów przeżywamy nieobecność Boga...”
A wpatrzonymi w ekrany telewizorów uczestnikami tamtej pamiętnej Drogi Krzyżowej wstrząsnął dreszcz: Jan Paweł II zmiażdżony chorobą, po raz pierwszy towarzyszący temu nabożeństwu z ustawionego w prywatnej kaplicy fotela tulił się do krzyża. Jak garnie się dziecko do Ojca, uczeń do Mistrza, jak strudzony drogą wędrowiec wypatrujący kresu drogi.... Czuliśmy, że tamto misterium towarzyszące umieraniu Chrystusa jakoś odnawia się w osobie Jego Namiestnika: to słońce papieskiej obecności także się zaćmiło, jego nieobecność także przeżywaliśmy jak boleśnie i dojmująco.
I tak jak Chrystus, miał dla nas jeszcze tylko ostatnie przesłania: Szukałem was.... Przyszliście do mnie.... Dziękuję... Pozwólcie mi odejść do Ojca.....  – Jeden Bóg wie, jak bardzo nie chcieliśmy na to pozwolić. Wbrew wszystkiemu domagaliśmy się cudu zachowania Ojca Świętego przy życiu. Baliśmy się, nie chcieliśmy zostać sami. Bóg jednak wiedział lepiej, czego naprawdę potrzebujemy.

Chryste ukrzyżowany – o łaskę pełnego miłości towarzyszenia umierającym, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

- Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja XIII: Zdjęcie z krzyża

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Została sama. Kiedy umiłowany Józef odszedł wiele lat wcześniej – była z Jezusem, żyła dla Niego. A teraz ... martwe Ciało Syna złożono na Jej kolanach i za chwilę Je zabiorą, bo szabat nagli. Czy ktokolwiek zna słowa, które pozwolą choć przybliżyć się do bólu Jej serca... „Tyś patrzyła, o Matko, na rany Odkupiciela i na krew Jego wylaną na krzyżu dla naszego zbawienia...” – co więcej możemy powiedzieć?
Pragnę, Matko, zostać z Tobą / dzielić się Twoją żałobą / śmierci Syna Twojego (....) / O, Maryjo, Ciebie proszę / niech Jezusa rany noszę / i serdecznie rozważam – tylko tyle? Aż tyle? Jeśli ta modlitwa mnie przemieni – Bogu to wystarczy. Jeśli jednak przyjmę zaproszenie obojętnie, jeśli wypowiedziane ustami słowa te nie obmyją mojej duszy i serca – biada mi... Wtedy może okazać się, że dla mnie Chrystus narodził się, żył, cierpiał i umarł na darmo.

Świat opłakiwał go szczerze i ... szczodrze. Poczuliśmy się braćmi i siostrami, osieroconymi odejściem Ojca. Ludzkość nie zaznała nigdy wcześniej, nie doświadcza i pewnie już nigdy nie będzie miała udziału w takiej manifestacji solidarności myśli, odczuć, dobrej woli. Wówczas wydawało się, że te dwa tygodnie – czas umierania i czas oczekiwania na uroczystości pogrzebu – przemienią świat.
Co dziś zostało prócz wspomnienia: byłem, widziałem, płakałam, pojechałam, zapaliliśmy, modliliśmy się..... A obietnice? A podjęte wówczas zobowiązania? A złożone deklaracje?
Swoim słuchaczom Jezus zapowiadał: „Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi?”  (Mt 7,16) Śmierć Papieża – dla ilu okazała się testem jakości naszych postaw?

Chryste ukrzyżowany – o wierność podjętym postanowieniom, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.


Stacja XIV: Złożenie do grobu

- Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył....

Zatoczono kamień, żałobnicy odeszli, bo musieli.... Życie potoczy się dalej, bo ma swoje prawa. Historia wydaje się zamknięta. Bliscy samotnie przeżyją żałobę, czas zabliźni rany, pamięć zblednie, uczniowie się wykruszą, rozproszą, wszystko wróci do normy... Na to liczyli ludzie, ale Bóg jest Panem czasu – Jego plany miały przynieść całkowicie inny rozwój wydarzeń: Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie, Zesłanie Ducha Świętego i ewangelizację świata. Kamień zatoczony nad grobem Jezusa stał się kamyczkiem w lawinie łaski, ogarniającej ludzkość i przemieniającej ją na każdej płaszczyźnie życia człowieka.

W dzień pogrzebu Ojca Świętego nad Placem Świętego Piotra wiał wiatr. Rozwiewał ornaty, chustki, szale, targał zasłonami, gasił świece. Przewracał strony leżącego na trumnie z ciałem Jana Pawła II ewangeliarza... Mieliśmy poczucie znaku szczególnej obecności Ducha Świętego „tu i teraz”, dla nas: oto Bóg niejako na naszych oczach odczytujący księgę życia Zmarłego, zamykający ją i zabierający wszystkie owoce życia Karola Wojtyły – Jana Pawła II do swej chwały, łączący je z owocami Ofiary Chrystusa, złożonej dla naszego zbawienia. „Santo subito.....” – czy było zrozumieniem, kogo nam dano i czyja praca właśnie została ukończona? Czy było równoznaczne z przyjęciem zobowiązania: że będziemy iść wskazanymi nam drogami?
Jak mówił kardynał Ratzinger w zakończeniu tamtej homilii: „Możemy być pewni, że nasz ukochany Papież stoi teraz w oknie domu Ojca, patrzy na nas i nam błogosławi.” Ale przecież wiemy, że błogosławi nam „na drogę”, bo razem z Chrystusem, z Maryją, ze świętymi czekają na nas, aż przekroczymy ten sam próg i spotkamy się w wieczności. Czy się doczekają? Ufamy i idziemy... każdego dnia - o dzień bliżej.

Chryste ukrzyżowany – o głębokie, trwale przemieniające nas owoce beatyfikacji Jana Pawła II, Ciebie prosimy: wysłuchaj nas Panie

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

Autor zamyśleń: Joanna Solak